Autyzm

świadomość 1 komentarz »

Na 1 listopada zapowiadana jest kampania „Przerwa w komunikacji” polegająca na tym, że tego dnia większość portali społecznościowych nie będzie dostępna dla użytkowników. Celem jest wsparcie fundacji działających na rzecz autyzmu. Jednodniowe odcięcie od komunikacji ma najpierw uświadomić ponad czterem miliardom ludzi co oznacza autyzm dla człowieka. Pozostanie w swoim świecie, świecie pozbawionym kontaktu z innymi. Przy okazji organizatorzy liczą na finansowe wsparcie w słusznym celu.

Chciałbym jednak przy tej okazji zwrócić uwagę na inny, pozytywny „skutek uboczny” tej kampanii. Otóż 1 listopada w tradycji Kościoła jest Uroczystością Wszystkich Świętych. Przywołuje ona jedną z tajemnic naszej wiary – świętych obcowanie, to znaczy komunikację Kościoła pielgrzymującego (żyjących) z Kościołem oczyszczającym się (zmarli w czyśćcu) oraz Kościołem chwalebnym (tych, którzy dostąpili już chwały nieba). I właśnie w tej perspektywie każdy z nas korzystających z dobrodziejstwa komunikacji ma szansę uświadomić sobie świat naszego autyzmu. Zamknięcia w świecie pozornej wiedzy, pozornych informacji i pozornej komunikacji. Ma również szansę uświadomić sobie bogactwo świata duchowego, z którym na co dzień prawie nie mamy kontaktu. Możemy zatem pomóc sobie nawzajem. My – naszym wsparciem – chorym na autyzm zdefiniowany. Oni nam, w przekraczaniu naszego autyzmu nieuświadomionego.

Każde zacieśnienie świata ludzkich odniesień wzmaga siłę walki o pokonywanie krępujących barier. Może więc to wspólne święto sprawi, że uświadomimy sobie nieco inaczej pojęty autyzm, który dotyka nas wszystkich.

Może więc sprawić, aby ten dzień – nie tracąc religijnego charakteru dla wierzących - stał się również dla poszukujących i wątpiących dniem poszerzania horyzontów naszego komunikowania, dniem komunikacji duchowej.

Potrzeba odwagi, by przestać pisać i czytać

świat odniesień Brak komentarzy »

Jest już wieczór (to ważne).

W jednym z tygodników przeczytałem dzisiaj następujące zdanie: Spośród tradycyjnych sposobów odbioru kultury, czytanie jest jedynym, do którego człowiek nie został przystosowany ewolucyjnie (Jacek Dukaj). Autor snuje swoje rozważania na temat przesunięcia akcentów z tekstu pisanego na tekst edytowany w edytorze tekstów, z pisania piórem na papierze do pisania na klawiaturze komputera, gdzie tekst ciągle jakby nie jest ostateczny.

Do czytania człowiek nie został przystosowany ewolucyjnie, to prawda. Na pozór woli raczej słuchać, oglądać, mówić. Ale czy rzeczywiście? Czy woli mówić i słuchać? Zgodzę się z autorem tekstu w jednym: do czytania człowiek nie został przystosowany ewolucyjnie, bo ze wszystkich sposobów komunikowania ono najmniej zagraża człowiekowi. I paradoksalnie, właśnie dlatego woli czytać. Bo czytając książkę, nawet jeśli niewiele rozumie, może udawać, że rozumie wszystko. Jeśli się nie zgadza, książkę można odłożyć, nie dokończyć czytania, zmienić, zastąpić.

Z żywym człowiekiem jest trudniej. Jeśli zrozumieliśmy go źle ma prawo skorygować nasze myślenie. Nawet brutalnie odstawiony może zapukać do drzwi i powiedzieć, że jego zdaniem sprawa wygląda inaczej. Żywy człowiek mobilizuje a jednocześnie odsłania prawdę o nas samych. Przed nim nie potrafimy się bronić jak przed książką.

Czytanie jest jedynym sposobem komunikowania, do którego człowiek nie został przystosowany ewolucyjnie Dlaczego więc ucieka w książki? Ucieka, gdyż łatwiej mu wtedy, gdy nie jest przekonany do swoich poglądów, czytanie zaś daje niezbędny dystans i mniej zobowiązuje. Czyta, gdy musi coś napisać, do czegoś się odnieść. Wie jednak, że i ten kto pisał, podobnie jak on,  też wolał skryć się za swoim tekstem, więc istnieje małe prawdopodobieństwo, że się z niego wyłoni, by zaatakować . Nie chodzi więc chyba o dylemat: papier czy edytor, pióro czy klawiatura komputera? Chodzi bardziej o wybór zaangażowania w komunikację: wirtualnie czy realnie?

Na klawiszach komputera, jak i piórem, można wystukać emocje, uczucia, czas spotkania, swoje przeżycia. To wszystko ma jednak sens, jeśli budzi w żywym czytelniku również emocje, uczucia, pragnienie spotkania, określone przeżycia. Jeśli jednak zarówno piszący jak i czytający dochodzą wyłącznie do tekstu, rodzi się pytanie: po co komu tekst, nieważne czy pisany piórem czy na komputerze. Ewolucja nie przystosowała nas do czytania, bo ze wszystkich sposobów komunikowania ono zagraża najmniej. Czytamy więc, pozornie rozwiązując własne problemy, a faktycznie czytamy, żeby mieć święty spokój. Żeby mieć pewność, że gdy obudzimy się rano bohaterów książki już nie będzie, będzie za to nasza dobrze nam znana rzeczywistość. Może nie najciekawsza, ale znowu przyjdzie wieczór i będzie można uciec w czytanie, do którego ewolucyjnie nie jesteśmy przystosowani. Ale powie ktoś, przecież są i odważniejsi – piszący. Różnica jednak między czytającym a piszącym jest taka jak różnica pomiędzy chorym na grypę pacjentem a chorym na grypę lekarzem.

Zamykam swój tekst, kładąc się spać. Bo chociaż pisanie i czytanie są wtórne w stosunku do rozmowy, i chociaż ewolucyjnie nie jesteśmy do nich przystosowani, mają jednak jeden zasadniczy plus – możemy w każdej chwili włożyć w usta bohatera słowa „Dobranoc Państwu”, możemy też dla pełności dopisać naszą odpowiedź „Dobranoc bohaterze”. I jakie to błogie uczucie mieć wrażenie, że wszyscy chcą iść spać.

Savoir-vivre studenta Uniwersytetu

godność, świat odniesień 8 komentarzy »

Każdy nauczyciel akademicki doświadczył zapewne w swojej pracy studentów, którzy – najogólniej mówiąc – nieco odstają od standardów przyjętych w danej społeczności. Niestety w ostatnich latach nasila się zjawisko braku fundamentalnej kultury w zakresie słowa i zachowania. Każdy z nas zdaje sobie sprawę, że pomiędzy narzekaniem na zachowanie gimnazjalisty a oceną zachowania studenta zachodzi spora różnica – przede wszystkim czasowa. A czas jest wielkością mierzalną i podlegającą ocenie: płaci się za czas pracy, rozlicza z czasu, uczy człowieka wykorzystywać czas. Czas to również okres na nabycie ogłady, przecież wykształcenie zobowiązuje.

W słowach roty przysięgi student ślubuje m.in.:  darzyć szacunkiem nauczycieli akademickich i innych pracowników Uniwersytetu. Szacunek można wyrazić na wiele sposobów, ale w relacjach okazjonalnych – a do takich, zwłaszcza dla niektórych studentów można zaliczyć wykłady – wyrazem szacunku jest kultura słowa i zachowanie.  Kiedyś podczas wykładu, po zwróceniu uwagi studentowi (przyszłemu dziennikarzowi) za jego niestosowne zachowanie zapytałem, czy nie zastanawiał się, dlaczego prezenterzy telewizyjni zachowują się inaczej? Odpowiedział wtedy: za 40. tys. miesięcznie też bym się tak zachowywał.

Zbyt długo zajmuję się etyką i filozofią moralności, by nie wiedzieć, że nie ma działania bez motywów. Okazuje się jednak, iż żyłem w słodkiej ignorancji (dopowiedzmy dla pewności – niewiedzy), że na studia przychodzą osoby, które mają nieco głębsze motywy dla swoich postaw niż 40 tys. miesięcznie. Oczywiście to jest tylko margines zachowań. Zdecydowana większość studentów jakich spotykam, to ludzie wielkiej kultury, szukający prawdy, zgłębiający wiedzę oraz szukający własnego miejsca w pluralizmie poglądów i postaw. Niemniej, nawet jeśli zachowania naganne stanowią mały margines całości zachowań, warto głośno i bezpośrednio je piętnować.

Uniwersytet jest miejscem, gdzie kształtuje się całego człowieka – nie tylko intelekt, który ujawnia się dopiero powyżej kwoty 40 tys. za miesiąc. Kultura jest całokształtem zachowań i – powtórzę raz jeszcze to, co moim studentom powtarzam ciągle – kulturę człowieka poznaje się nie w wyjątkowych sytuacjach publicznych, ale o drugiej w nocy przy własnej lodówce. Nie mówiąc już o wykładach…

Jaką więc terapię zaproponować tym, którzy nie rozumieją o czym mówię? Od czasu do czasu skonfrontować postawy zaczerpnięte z programów typu „talk-show” z postawami chociażby prezenterów wiadomości. A nuż zrodzi się jakaś refleksja…

(proszę o komentarze imienne, podając związek z problematyką: uczeń, student, bądź nauczyciel).