Bonieckiego ciąg dalszy…

dialog, prawda Brak komentarzy »

Z nieskrywaną ciekawością rozpocząłem lekturę Tygodnika Powszechnego, a w nim wywiadu z Bpem Wiesławem Meringiem. Z ciekawością, gdyż nie wiem z góry, co druga osoba powie. Nie wiem! Po pierwsze dlatego, że słabo znam poglądy Księdza Biskupa; po drugie, nie lubię szufladkować ludzi, bo to by oznaczało, że wiem o nich wszystko – jak Bóg.

Zgadzam się ze stwierdzeniem Księdza Biskupa, że jeśli odrzuci się Chrystusa, to innego źródła prawdy nie można znaleźć. Problem tylko w tym, że błądzić można w punkcie wyjścia i w punkcie dojścia. W punkcie wyjścia nie jest mi po drodze z Nergalem, ale z kolei w punkcie dojścia nie jest mi po drodze z tymi, którzy prawdę już posiedli. I to nie tylko dlatego, że czytam TP, ale również dlatego, że czytam św. Augustyna, św. Tomasza, H. Urs von Balthasara i Ewangelię. Nie lubię czytać i słuchać tych, którzy w punkcie wyjścia nie chcą szukać prawdy (i tu pełna zgoda z biskupem Meringiem), gdyż wtedy dialog jest wyłącznie dialektyką. Ale nie lubię też czytać i słuchać ludzi, którzy za prawdę uznają to, co spotykają po drodze. Prawda jest chyba trochę bardziej skomplikowana niż bycie „za” czy „przeciw”. Nie można od ludzi będących „za” prawdą oczekiwać, że we wszystkich kwestiach będą myśleć tak samo.  Gdy do tego dołoży się jedno z piękniejszych określeń Boga (Deus semper maior), wtedy wskazywanie na prawdę: „oto tu”, „oto tam” jest zupełnym nieporozumieniem.

Człowiek ma prawo szukać sprzymierzeńców prawdy – znowu pełna zgoda z Rozmówcą TP. Ale to zdanie jest prawdziwe tylko w kontekście prawdy. Bo inaczej można szukać tylko sprzymierzeńców. W poszukiwaniu zaś prawdy czasem – jak pokazuje życie – sprzymierzeńców trzeba zmieniać, a czasem sami się zmieniają.

Znam Księdza Adama od wielu lat i nigdy nie wiem, co powie w danej kwestii. Oczywiście jest przewidywalny w tym sensie, że jest inteligentny, dobrze wychowany. Nie mam więc wątpliwości co do tego, że nikogo nie obrazi, nie poniży, że każdego wysłucha. Ale chyba nawet sam ksiądz Adam nie zabiega dla siebie o przywilej nieomylności. W rozmowie potrafi przyznać, że się myli. Sam też znam kilka jego decyzji personalnych, których szczerze żałuje. Zapewniam, jeśli ktoś wie z góry, co powie ks. Adam Boniecki, to znaczy, że go po prostu nie zna.

Ostatnie zdanie zabolało mnie najbardziej jako teologa. Kiedyś teologia szła w parze ze świętością i modlitwą, dzisiaj świętością i modlitwą we własnym życiu zajmuje się znacznie mniej teologów. Rozumiem, że można oceniać teologa po jego pisarstwie, ale żeby oceniać świętość i modlitwę we własnym życiu teologów…? Zgadzam się z tezą, że nastąpił jakiś rozdźwięk pomiędzy teologią a modlitwą, ale dzielą go chyba wszyscy członkowie Kościoła. Wystarczy przejrzeć katalogi papieży, biskupów, żeby zobaczyć, że świętych kanonizowanych i beatyfikowanych jest proporcjonalnie coraz mniej. Prawdopodobnie podobny spadek proporcji jest wśród teologów. To jest prosta statystyka. A czy ci nie kanonizowani modlą się i są święci? Tego nie wiem, bo nie mam takiego wglądu w życie biskupów, jaki ma ks. Biskup w życie teologów.

Niemniej, jestem wdzięczny za to, że Ksiądz Biskup próbował swoją postawę uzasadnić i pytającym wyjaśnić. Nie musimy zgadzać się we wszystkim, by móc szukać jedynej Prawdy. Bo to Ona czyni z nas jedno, nie zaś my prawdę naszą tylko ludzką jednością.

Nie jestem zwolennikiem bezrefleksyjnej tolerancji, rozmazywania prawdy. Tym, co każe mi otwierać się na tych, których nie rozumiem i nie osądzać ich, są słowa Pisma Świętego: Bracia, nie oczerniajcie jeden drugiego! Kto oczernia brata swego lub sądzi go, uwłacza Prawu i osądza Prawo. Skoro zaś sądzisz Prawo, jesteś nie wykonawcą Prawa, lecz sędzią.  Jeden jest Prawodawca i Sędzia, w którego mocy jest zbawić lub potępić. A ty kimże jesteś, byś sądził bliźniego? – Jk 4,11-12.

Kłamstwo i fałszywe świadectwo

prawda Brak komentarzy »

Gdyby postawić pytanie o to, które z grzechów są współcześnie najczęściej popełniane, niewątpliwie – po dłuższym namyśle – odpowiedzi byłyby zbieżne: kłamstwo i fałszywe świadectwo. Oczywiście nie są to jedyne grzechy, każdy wiek, grupa zawodowa i społeczna mają swoje „grzechy strukturalne”. Niemniej wspólnym mianownikiem dla nich wszystkich jest ta właśnie „skaza” natury ludzkiej.

Historycy fałszują przeszłość, ideolodzy przyszłość. Kto zaś fałszuje teraźniejszość? …My!

Można pytać, dlaczego kłamiemy, dlaczego składamy fałszywe świadectwo? Odpowiedzi jest wiele. Jedną z nich jest niewątpliwie ta, którą zauważył już Guy de Maupassant: kłamiemy, by ludzie nam wierzyli. Chcemy być wiarygodni, słuchani, prawda zaś jest niewiarygodna. Ona jakoś dziwnie nie pasuje do życia.

Czy oznacza to, że stawiamy kłamstwo wyżej niż prawdę? Moim zdaniem nie. Tylko, że tak wysoko nie wchodzimy - kłamstwo jest niżej. Prawdę widzi tylko człowiek wielki. To wymiar wertykalny problematyki kłamstwa. A horyzontalny? Lubimy nowinki. Prawda zaś jawi się jako stara znajoma z okresu dzieciństwa. A przecież lubimy podróżować, poznawać nowe miejsca…

Czy więc namawiam do wpatrywania się w niebo, zadzierania głowy, by wypatrzyć prawdę? Oczywiście, że nie. Sam lubię podróże, więc do podróży zachęcam, tylko trochę innej.

Znam ludzi, którzy od wielu miesięcy a nawet lat nie oglądają telewizji, przestali płacić za Internet, bo nie mają pieniędzy i czasu. Chcą jednak podróżować. Więc zamiast przesiadywać przed komputerem czy telewizorem starają się pracować (pozornie mało podróżując), by potem podczas wakacji gdzieś wyjechać, czegoś dotknąć, zasmakować.

Znam i takich, którzy godzinami oglądają telewizję, Internet jest ich prawdziwym i jedynym światem, płacą duże rachunki za korzystanie z tego wirtualnego świata. I nawet jeśli chcą podróżować, nie mają już pieniędzy.

Dotarcie do świata realnego, podobnie jak pojechanie na jakąś wyspę, wymaga wyrzeczeń i odwagi. Można sobie oglądać piękne fotki, uśmiechać się do komputera, popływać w myślach; tylko, że potem zostaje zwyrodnienie kręgosłupa, blada twarz i spuchnięte oczy. Podobnie z prawdą. Można wpatrywać się w jej odbicie, też cieszy, daje chwilową przyjemność, nawet zjednuje ludzi. Tylko, że kłamstwo cieszy na krótko, szczęścia nie daje nigdy, a relacje, które tworzy są płytkie.

Społeczeństwo oparte na fałszywym świadectwie szybciej zadowoli – „bezwysiłkowców” jest dużo więcej niż poszukiwaczy prawdy. I tak tworzymy koalicje, układy, szeroko pojęte towarzystwo. Tylko, że ciągle jesteśmy sami. Bo fałszywe świadectwo jest jak wakacje przed komputerem. Niby się je widzi, tylko nie można ich doświadczyć.

Jak rozpoznać kłamstwo? Na poziomie języka przez to, co w kłamstwo wprowadza – owe przedsionki kamstwa upodobnione do prawdy: a-, anty-. Mamy dzisiaj dużo słów zaczynających się w taki właśnie sposób.

Pomyślmy chwilę: jeśli matka jest zła, nie zaproponuje się antymatki. Jeśli ojczyzna jest zła, nie zaproponuje się antyojczyzny. Nawet na głupotę antygłupota nie jest lekarstwem.

Przejrzyjmy własne słownictwo, wyrażenia w mediach i te, których używają politycy. I spróbujmy sobie uświadomić, że pojęcia typu a… czy anty… nie miały w historii i ciągle nie mają większego sensu. Nawet gdy wygrywają wybory!

Kościół dialogu – dialog Kościoła

Kościół, odpowiedzialność, prawda Brak komentarzy »

Słowo „dialog” w swoim fundamentalnym znaczeniu oznacza „wypowiadać się razem”. W dalszej perspektywie polega na uzgadnianiu stanowisk w rzeczach istotnych, wspólne poszukiwanie prawdy. W prowadzeniu dialogu trzeba unikać dwóch skrajnych stanowisk: absolutyzowania problemów, które charakteru absolutnego nie mają; rezygnacji z wszelkich form kompromisu jako realizmu życia. Przez kompromis rozumiem nie tyle rezygnację z poszukiwania prawdy, co raczej wyraz wielości dróg w jej odkrywaniu.

W łonie Kościoła po raz pierwszy zasady dotyczące prowadzenia dialogu zostały sprecyzowane w instrukcji Piusa XII „De motione oecumenica” (1949r.). Sobór Watykański II rozwinął rozumienie dialogu jako sposobu komunikowania Kościoła i świata (KDK, DE, DRN). Doktrynalne uzasadnienie dialogu przedstawił Paweł VI, gdzie ukazał kręgi „ad intra” (dialog wewnętrzny) i „ad extra” (dialog zewnętrzny).

Bł. Jan Paweł II wiązał rozumienie dialogu ze świadomością Kościoła. Świadomość zaś kształtuje się w dialogu, który zanim stanie się rozmową, musi być skierowaniem własnej uwagi „ku drugiemu” (RH 11). Dialog rozumie jako dar, a postawę dialogiczną jako wymianę darów. Rezygnacja z dialogu byłaby więc rezygnacją z darów, a skoro ich dawcą jest Duch Święty, brak dialogu oznaczałby brak miejsca na Ducha Świętego w Kościele.

Dialog opiera się na godności człowieka. Cechuje go poszukiwanie prawdy, dobra, sprawiedliwości oraz otwarcie na odmienność. W wymiarze moralnym musi być nacechowany miłością oraz pokorą wobec prawdy. Pokora w dialogu wypływa ze świadomości, iż poznanie pełni prawdy znajdzie dopełnienie w perspektywie eschatologicznej. W tym wymiarze dialog staje się nowym imieniem miłości (VC 74), którego wyrazem dla świata jest życie konsekrowane. Poszukiwanie prawdy oznacza wspólnotowy charakter działań – a oparty na wzajemności staje się dialogiem sumień.

W wymiarze moralnym dialog jest obowiązkiem wszystkich i dlatego powinien być prowadzony ze wszystkimi. Przez „wszystkich” Bł. Jan Paweł II rozumie szeroko pojętą społeczność ludzką oraz współczesną kulturę. Znajduje to uszczegółowienie w dialogu duszpasterskim, w którym kapłan  jawi się jako człowiek misji i dialogu (PDV 18).

Dla współczesnego świata szczególnego znaczenia nabiera dialog społeczny. Największymi przeszkodami w dialogu są zdaniem Bł. Jana Pawła II: ksenofobia oraz ideologie wznoszące sztuczne bariery (ŚDP 1987, nr 4).

Nie ma dialogu bez trudu. W nim wyraża się chrześcijańska odpowiedzialność. Nasz Błogosławiony wyprowadza z niej konkretne zachęty: szukanie prawdy i gotowość jej przyjęcia, szczerość i sprawiedliwość, szukanie nieustanne, wytrwałe i z nadzieją wypływającą z wiary (ŚDP 1983, nr 12)

Owocem dialogu jest – obok prawdy – dobro. Papież zauważa jednak, że tylko to dobro staje się dobrem moralnym, które jest odkrywane w miłości. Podkreśla, że prawda nie polega na czynieniu dobra jakiegokolwiek, lecz dobra moralnego – tylko miłość daje szczęście. Czynienie dobra moralnego – jak zauważa – może okazać się w praktyce bardzo trudne, nigdy jednak nie jest niemożliwe (por. VS 102-103).

Jak dobrze, że nie prowadzimy wyłącznie dialogu w Kościele, ale pragniemy być Kościołem dialogu.