<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Jarosław A. Sobkowiak</title>
	<atom:link href="http://www.jaroslawsobkowiak.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.jaroslawsobkowiak.pl</link>
	<description>Dr, pracownik naukowo-dydaktyczny. Strona zawiera felietony z lat 2004-2009 ciągle uaktualniane. Ponadto informacje o autorze, strony dla studentów. Strona jest wyposażona w drzewko tagów oraz wyszukiwanie poprzez kategorie</description>
	<lastBuildDate>Sat, 28 Jan 2012 10:59:32 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>Pomysł autorski ®: nazywam się… (ACTA ciąg dalszy)</title>
		<link>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/pomysl-autorski-nazywam-sie-acta-ciag-dalszy/</link>
		<comments>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/pomysl-autorski-nazywam-sie-acta-ciag-dalszy/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 27 Jan 2012 23:57:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jarosław A. Sobkowiak</dc:creator>
				<category><![CDATA[odpowiedzialność]]></category>
		<category><![CDATA[tożsamość]]></category>
		<category><![CDATA[wolność]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.jaroslawsobkowiak.pl/?p=1766</guid>
		<description><![CDATA[Tak właśnie rozpoczynamy naukę języka obcego. Uczymy się tego, czego nie znamy, rozpoczynając od tego co znane: nazywam się… To sposób na podkreślenie swojej odrębności, tożsamości. Kiedy coś mówię, mówię to ja. Nie mówi się, nie pisze się. Zauważyłem to kiedyś na swojej stronie. Kiedy nie wymagałem podania pewnych danych (oczywiście minimalnych, ale przecież imię [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Tak właśnie rozpoczynamy naukę języka obcego. Uczymy się tego, czego nie znamy, rozpoczynając od tego co znane: nazywam się… To sposób na podkreślenie swojej odrębności, tożsamości. Kiedy coś mówię, mówię to ja. Nie mówi się, nie pisze się.</p>
<p>Zauważyłem to kiedyś na swojej stronie. Kiedy nie wymagałem podania pewnych danych (oczywiście minimalnych, ale przecież imię i nazwisko to nie są sprawy wstydliwe ani nazbyt intymne), pojawiała się masa różnych komentarzy. Po czasie zaczęło się dziać podobnie jak na wielu forach internetowych. Każdy mówił co chciał, nie dobierając słów. Wtedy napisałem felieton o znaczeniu mowy, która nie jest prostym wyrazem treści żołądkowej.</p>
<p>Tożsamość. Może to jest właściwy filtr godzący wolność słowa z odpowiedzialnością za nie. To takie proste: imię i nazwisko. Wtedy automatycznie zaczynam odpowiadać za wypowiadane słowa, nawet jeśli kogoś obrażam, mam świadomość odpowiedzialności.</p>
<p>A jeśli ktoś miałby wiele do powiedzenia, ale nie chciał się przyznać do własnej tożsamości? Niestety, nie masz imienia i nazwiska? – twoje poglądy mnie nie interesują.</p>
<p>W taki właśnie sposób zgłaszam autorski pomysł na wolność słowa w Internecie.</p>
<p><em>Jarosław A. Sobkowiak</em></p>
<p><em>PS Dziękuję Wszystkim, którzy mają odwagę podpisywać się pod komentarzami.</em></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/pomysl-autorski-nazywam-sie-acta-ciag-dalszy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>14</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>ACTA ?!</title>
		<link>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/acta/</link>
		<comments>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/acta/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 26 Jan 2012 20:29:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jarosław A. Sobkowiak</dc:creator>
				<category><![CDATA[sprawiedliwość]]></category>
		<category><![CDATA[wolność]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.jaroslawsobkowiak.pl/?p=1749</guid>
		<description><![CDATA[W 2008 roku brałem udział w dyskusji na temat piractwa komputerowego. Przedstawiłem tam kilka dla mnie istotnych tez: Prawo własności nie jest prawem absolutnym – musi być zawsze rozpatrywane w kontekście zasady powszechnego przeznaczenia dóbr; Powszechność wskazuje jednak na powszechną dostępność, nie zaś na powszechną kradzież; W odniesieniu do piractwa komputerowego należy jednak zauważyć dwie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W 2008 roku brałem udział w dyskusji na temat piractwa komputerowego. Przedstawiłem tam kilka dla mnie istotnych tez:</p>
<ol>
<li>Prawo własności nie jest prawem absolutnym – musi być zawsze rozpatrywane w kontekście zasady powszechnego przeznaczenia dóbr;</li>
<li>Powszechność wskazuje jednak na powszechną dostępność, nie zaś na powszechną kradzież;</li>
<li>W odniesieniu do piractwa komputerowego należy jednak zauważyć dwie sprawy: prawa twórcy i prawa odbiorcy;</li>
<li>Kiedy mówimy o własności intelektualnej musimy mieć w pamięci rozróżnienie na prawa autorskie osobowe i prawa majątkowe;</li>
<li>Osobowe prawo jest należne autorowi utworu – nie wolno np. pominąć nazwiska twórcy przy okazji wykonywania utworu czy też jego wykorzystania;</li>
<li>Prawa majątkowe zaś, to dochód jaki powstaje w wyniku „użytkowania” utworu.</li>
</ol>
<p>Jest sprawą oczywistą, że twórcy należy się zapłata za twórczość. Mam jednak obawy, czy podpisana umowa chroni twórcę czy producenta i dystrybutora reprezentujących twórcę (często na bardzo niekorzystnych zasadach dla samego twórcy).</p>
<p>Nie byłoby nic dziwnego w podpisaniu umowy chroniącej własność intelektualną, gdyby nie kontekst jej podpisania. Jeśli robię coś na sposób opatrzony klauzulą „PILNE” oznacza to, że czynność, którą podejmuję zmienia zasadniczo istniejący stan rzeczy. Dla mnie zastanawiający jest pośpiech temu towarzyszący. Jeśli nic nie zmienia, to po co się śpieszyć. A jeśli się śpieszę, to jednak coś zmienia. Co i dla kogo?</p>
<p>Czy więc chodzi o własność intelektualną (chroniącą twórcę), czy też o własność (chroniącą producenta i dystrybutora własności intelektualnej)?</p>
<p>Własność intelektualna to nie to samo co własność. Obawiam się, że ACTA jest bardziej ochroną własności niż właściciela intelektu, z którego własność intelektualna powstaje.</p>
<p>Właśnie o intelekt mi chodzi. O intelekt autorów małych blogów, na których plącze się trochę wolnej myśli. Czasem się do czegoś odwołają, doczepią link. Ale najbardziej niebezpieczne jest to, że myślą poza procedurami. Są jakby poza kontrolą. O tych właśnie obawiam się najbardziej. Kiedyś były &#8222;rozmowy kontrolowane&#8221;. Potem &#8222;pisanie kontrolowane&#8221;, dzisiaj &#8222;myśli kontrolowane&#8221;.</p>
<p>I chociaż nie jestem zwolennikiem dorabiania moralnych uzasadnień do kradzieży, zastanowiłbym się jednak, czy jest to prawo na złodzieja, czy na małą grupę „złodziejaszków”, by odwrócić uwagę od tego, co naprawdę dzieje się z własnością intelektualną.</p>
<p>Zaś dla przypomnienia osobom młodym kawałka historii polecam lekturę starej <em>Ustawy o kontroli publikacji i widowisk&#8230; </em>Nie wiem czy wiecie, że w praktyce nawet nekrologii w prasie podlegały cenzurze?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/acta/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zrozumieć niewiarę&#8230;</title>
		<link>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/zrozumiec-niewiare-czyli-wejsc-na-droge-prawdy-ku-prawdzie/</link>
		<comments>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/zrozumiec-niewiare-czyli-wejsc-na-droge-prawdy-ku-prawdzie/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 18 Jan 2012 17:07:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jarosław A. Sobkowiak</dc:creator>
				<category><![CDATA[dialog]]></category>
		<category><![CDATA[dziedzictwo]]></category>
		<category><![CDATA[Kościół]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.jaroslawsobkowiak.pl/?p=1655</guid>
		<description><![CDATA[Coraz bardziej zagęszcza się (albo jak wolą niektórzy: rozrzedza) atmosfera życia religijnego w Polsce. Dla starszych było oczywiste, że po to, by nie mieć problemów z Bogiem (a może bardziej z człowiekiem) trzeba po prostu wierzyć. A jak już się wierzy w Polsce, to trzeba wierzyć po katolicku. Z kolei dla najmłodszego pokolenia wiara nie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Coraz bardziej zagęszcza się (albo jak wolą niektórzy: rozrzedza) atmosfera życia religijnego w Polsce. Dla starszych było oczywiste, że po to, by nie mieć problemów z Bogiem (a może bardziej z człowiekiem) trzeba po prostu wierzyć. A jak już się wierzy w Polsce, to trzeba wierzyć po katolicku. Z kolei dla najmłodszego pokolenia wiara nie jest już wcale czymś tak oczywistym. Próbuje się to zrzucić na brak przekazu i tradycji, na prądy liberalne i w ogóle na ocieplenie klimatu, zwane tolerancją. Próbowaliśmy łatać tymi tłumaczeniami coraz większe ubytki naszej religijnej tkaniny. Niestety dziury robią się coraz większe.</p>
<p>Ale chyba nadszedł już czas, by powiedzieć głośno: w Polsce jest niewiara, są ludzie nie identyfikujący się z katolicyzmem, ani z żadną inną religią. Są ludzie, którzy nie wierzą, bo im nikt nie powiedział, są też tacy, którzy nie wierzą, bo im za dużo o tym mówiono. Zabrakło świadków. I nie chodzi o świadków przeszłości (dziadków ciągle jeszcze mamy). Zabrakło świadków wiary. Nie wystarczy pocieszać się tym, że mamy Bł. Jana Pawła II czy św. Faustynę. To są dla wielu święci wirtualni, albo realni, ale w innym wymiarze. Potrzebujemy świadków (świętych) obok nas – w rodzinie, w najbliższym kościele, w miejscu pracy. Takich świętych, którzy pozostając ludźmi, swoim życiem będą nam stawiać pytanie o Boga.</p>
<p>Skończył się czas dowodów ontologicznych i kosmologicznych. Potrzebujemy dzisiaj dowodu z człowieka. I nie jest prawdą, że człowiek nie chce być religijny. Chce, ale nie umie, bo mu nikt nie pokazał. W czasach komuny, żeby wpisać się w społeczeństwo i coś osiągnąć wielu wstępowało do partii. Dzisiaj odnosi się wrażenie, że ciągle nie ma innej drogi. Kodeks Prawa Kanonicznego tak bardzo przestrzega duchownych przed przynależnością partyjną. Ale myślę, że trzeba to czytać szerzej – również przynależnością mentalną. Człowiek Kościoła musi przede wszystkim przynależeć do Kościoła. A Kościół jest wszystkich.</p>
<p>Dopóki nie skończymy z dziwnymi podziałami na partyjnych na sposób kościelny i partyjnych antykościelnie, dopóty nie zbudujemy wspólnoty. Czy da się jednak myśleć inaczej o sprawach świeckich i wierzyć w tego samego Boga? A można być Kowalskim, Nowakiem mając włosy blond lub ciemne, będąc policjantem lub księdzem, bliżej prawej lub bliżej lewej strony?</p>
<p>Może fenomen rodziny polega na tym, że członków rodziny łączy przede wszystkim miłość. Trochę podobnie jak najważniejsza teza Ewangelii, statutu „naszej partii”. Do czego zachęcam? Do wyrobienia w sobie nawyku codziennego rozważania Ewangelii – tekstu fundacyjnego wspólnoty do której się należy, co do której ma się czasem opory, którą się już porzuciło, a może jeszcze nie wybrało. Jest tylko jeden warunek wstępny, by do niej przynależeć – bycie człowiekiem. To trzeba wnieść jako kapitał początkowy. Reszta jest łaską, którą daje Bóg. Bez tego osobistego spotkania, żadne tradycje i przekazy nie przekonają. One nabierają sensu dopiero w kontekście spotkania.</p>
<p>Czas zatem na ożywienie nadziei, bo człowiek nie szuka nie-wiary, tak jak nie szuka nie-słońca, nie-chleba, nie-pracy. To byłoby nielogiczne. Człowiek szuka sensu, tylko nie pozwoli już sobie wmówić (i to jest istotna zmiana pokoleniowa!) czegoś co nie jest chlebem, nie będzie udawał pracy, gdy jej nie ma, ani nie rozbierze się w pochmurny dzień, żeby udawać opalanie. Nie zacznie też się modlić, kiedy &#8211; w jego mniemaniu &#8211; nie ma do kogo i z kim. Czas udawania się skończył i zaczęły się przerażająco szczere rozmowy, również o wierze.</p>
<p>Warto czasem spojrzeć na świat inaczej. Będę wdzięczny za wszelkie komentarze. Dzielmy się naszą wiarą i niewiarą. Bez takich dyskusji nie będziemy wspólnotą bogatą różnorodnością, ale monolitem, o którym nie będzie chciało się nawet myśleć.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/zrozumiec-niewiare-czyli-wejsc-na-droge-prawdy-ku-prawdzie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>In vitro &#8211; debata</title>
		<link>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/in-vitro-debata/</link>
		<comments>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/in-vitro-debata/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 02 Jan 2012 21:14:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jarosław A. Sobkowiak</dc:creator>
				<category><![CDATA[bioetyka]]></category>
		<category><![CDATA[prawa człowieka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.jaroslawsobkowiak.pl/?p=1611</guid>
		<description><![CDATA[Nowe życie, nowy człowiek. Niby przynależy do swojej rodziny, nawet przykazanie wzywa go do czci względem swoich rodziców. Jakby przynależy. A jednak… Jest już nowym życiem, cieszącym się odrębnością i indywidualnością. Zawdzięcza istnienie im, rodzicom, ale czy tylko? Dziwnie wpisuje się człowiek w proces przekazywania życia. I to jest pierwsze ważne stwierdzenie: przekazywania, nie dawania [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Nowe życie, nowy człowiek. Niby przynależy do swojej rodziny, nawet przykazanie wzywa go do czci względem swoich rodziców. Jakby przynależy. A jednak… Jest już nowym życiem, cieszącym się odrębnością i indywidualnością. Zawdzięcza istnienie im, rodzicom, ale czy tylko?</p>
<p>Dziwnie wpisuje się człowiek w proces przekazywania życia. I to jest pierwsze ważne stwierdzenie: przekazywania, nie dawania czy stwarzania. Przekazuje coś, co nie należy wyłącznie do niego, czego nie jest w ścisłym sensie właścicielem. Przekazać coś, co się samemu otrzymało oznacza zatem wpisać swoje plany w jakiś plan. Plan, którego nie da się do końca wykalkulować, dopracować w szczegółach. Plan, który potrafi zaskoczyć.</p>
<p>Czasem zaskakuje boleśnie. Taką sytuacją jest niewątpliwie niepłodność. Nie można zbyt pochopnie oczekiwać od człowieka, by się na nią godził, by z góry akceptował nie rozumiejąc. Pytanie jednak, w jaki sposób stara się to zrozumieć i jak chce sobie pomóc.</p>
<p>Jedną z proponowanych współcześnie propozycji jest zapłodnienie metodą in vitro. Pozornie brzmi to jak propozycja lekarstwa proponowana na wyregulowanie ciśnienia czy obniżenie poziomu cholesterolu. In vitro nie jest jednak lekarstwem. Jest rezygnacją z bycia stworzeniem na rzecz uczynienia z siebie stwórcy.</p>
<p>Podejście do płodności ma wiele aspektów: jedni mogą a nie chcą, inni chcą a nie mogą, jeszcze inni nie powinni a próbują. Wszystkie te sytuacje pokazują, że in vitro wpisuje się w o wiele głębszy problem niż mieć czy nie mieć dzieci.</p>
<p>Realizować powołanie czy potrzeby? Człowiek może mieć pragnienie, zresztą prawomocne i słuszne. Ale pragnienie można zaspokoić w sposób godny człowieka: na miarę godności tego, kto pragnie i na miarę godności tego, kogo pragnie. Człowiek ma prawo chcieć wszystkiego do czego ma prawo. Nie ma jednak człowiek prawa do człowieka. Nie można sobie człowieka wymyślić, wymusić, nie można pragnienia wynaturzyć. Nie można zyskać jednego życia kosztem życia innych.</p>
<p>Problem in vitro to nie tylko sprawa refundacji kosztów zabiegu. Problem in vitro, to zagadnienie o wiele głębsze – rozumienia człowieka, siebie, Boga. Nie można być jednocześnie dawcą życia i tym, który życie zabiera. Nie można jednocześnie jednego dziecka kochać a drugiego nienawidzić aż po śmierć. Osoba nie jest kwestią uznaniową. Ona po prostu jest. Jest nią od poczęcia i nie jest, kiedy w naturalny sposób począć się nie może.</p>
<p>Dziecko ma prawo do wiedzy na temat swoich rodziców. Ma prawo wiedzieć kim są. Ma również prawo do wiedzy na temat rodzeństwa, kim są, kim byli, kim mogli być. W świecie komunikacji powołujemy się na prawa podstawowe, również na prawo do informacji. Z tego prawa nie można wyłączyć embrionu, który jest człowiekiem. Potencjalny rodzic musi nauczyć się liczyć, również, a może przede wszystkim, liczyć swoje dzieci. Nie tylko te chciane, ale również te, którym żyć nie pozwoli.</p>
<p>Rozumiem ból rodziców niepłodnych. Ale musimy również zrozumieć, że pod pozorem pomocy, czyni się z człowieka tego, który życie zabija. Nie dajmy się ponieść nowomowie: ciąża, embrion, płód, zygota. Te techniczne terminy są potrzebne do opisania etapów życia człowieka. Ale człowiek jest, albo nie jest. A od poczęcia już jest i żadna procedura nie może tego podważyć i zalegalizować.</p>
<p>In vitro to nie lek na niepłodność. To życie kosztem życia, nawet wielu. To kochanie jednych, kosztem zanegowania istnienia innych. Nie można kochać życia wybiórczo, bo wtedy nie kocha się człowieka, kocha się wyłącznie siebie.</p>
<p>I chociaż taka opinia może wielu zaboleć, to jednak życie nie jest sprawą uznania, teorii, filozofii ani prawa. Życie jest kwestią Boga i niech tak pozostanie. Bo co prawda początkowi naszego życia nic już nie zagrozi, ale niepewny jest jeszcze koniec. A manipulacja życiem jest zawsze obosieczną bronią.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/in-vitro-debata/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>36</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Międzynarodowy Dzień Praw Człowieka</title>
		<link>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/miedzynarodowy-dzien-praw-czlowieka/</link>
		<comments>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/miedzynarodowy-dzien-praw-czlowieka/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 10 Dec 2011 21:51:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jarosław A. Sobkowiak</dc:creator>
				<category><![CDATA[prawa człowieka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.jaroslawsobkowiak.pl/?p=1566</guid>
		<description><![CDATA[Minęło ponad sześćdziesiąt lat od momentu uchwalenia Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. To wystarczająco długi okres, by pokusić się o pewne syntetyzujące refleksje. Odkryto prawa człowieka! Brzmi to prawie tak dumnie, jak odkrycie drogi morskiej do Indii, jak podważenie systemu Ptolemeusza. A w rzeczywistości można to porównać najwyżej z Rewolucją Francuską (sic!). Sądzę, że prawa człowieka [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Minęło ponad sześćdziesiąt lat od momentu uchwalenia Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. To wystarczająco długi okres, by pokusić się o pewne syntetyzujące refleksje. Odkryto prawa człowieka! Brzmi to prawie tak dumnie, jak odkrycie drogi morskiej do Indii, jak podważenie systemu Ptolemeusza. A w rzeczywistości można to porównać najwyżej z Rewolucją Francuską (sic!).</p>
<p>Sądzę, że prawa człowieka odkrył KTOŚ znacznie wcześniej. One chyba nie są młodsze od człowieka. Problem tylko w tym, że wraz z prawami pojawiła się w człowieku WOLNOŚĆ…, ale jakby niedopracowana. Wolność „do” nie tylko niewolniczego „wdrażania” praw w życie, ale również wolność „od” respektowania tych praw. Człowiek ma bowiem pewien „luz egzystencjalny”, który sprawia, że nie od razu widzi konsekwencje wszystkich swoich działań. To na co narzeka dzisiaj, zasadniczo nie dokonało się wczoraj. Większość z trudnych spraw jakie nosi jest wypadkową wcześniejszych jego wyborów.</p>
<p>Jaki zatem prezent można by przygotować z okazji dzisiejszego jubileuszu? Wydaje się, że najpiękniejszym prezentem może być ROZUMNOŚĆ. To ona broniła praw człowieka na wiele wieków przed ogłoszeniem Powszechnej Deklaracji. I to jej brak sprawia, że sześćdziesiąt lat po fakcie proklamacji tego dokumentu prawa człowieka bywają ciągle łamane.</p>
<p>Sekretarz Generalny ONZ powiedział przy tej okazji, że jednym z powodów nierespektowania praw człowieka jest mały poziom ich uświadomienia. Ale myślę, że potrzebna jest mała dopowiedź. Faktycznie trzeba sobie uświadomić te prawa. Ale trzeba też zauważenia, że nie zawsze uświadamia nam je nasz własny rozum. Czasami uświadamia nam je KTOŚ, a czasami tylko ktoś. A co mówi rozum?</p>
<p>Mówi, że skoro są niezbywalne, potrzebują zabezpieczenia, nie zaś Prometeusza wykradającego bogom ogień. Nie obdaruje nas prawami człowieka ani lewica ani prawica. Nie musimy być za nie wdzięczni ani liberałom ani konserwatystom. Wymienione partie czy systemy mogą je lepiej czy gorzej zabezpieczyć. Ale jeśli prawa te są niezbywalne, to nie można ich stawiać na równi z uchwałami o obecności Polski w Unii Europejskiej czy z uchwałami o podatku VAT. Człowiek może o nich mówić, ale nie może ich stwarzać. Może je odkryć jak Kopernik słońce. Ale na tym zasługa Kopernika się kończy.</p>
<p>Nie chcąc wikłać się filozoficzno-teologiczne spory, pragnę tylko zadać pytanie, jakie stawia sobie i innym dziecko na etapie preideologicznym: DLACZEGO?</p>
<p>Dlaczego człowiek ma prawa, dlaczego są niezbywalne, dlaczego chce je łamać, gdy chce człowieka zniewolić. A potem dlaczego je oddaje, kiedy wzrasta ludzka świadomość?</p>
<p>Pytanie „dlaczego?” stawia się wtedy, gdy coś JEST a nie wiem DLACZEGO JEST. Prawa człowieka SĄ. Natura ludzka JEST. Ba, nawet człowiek, żeby mógł pomyśleć najpierw MUSI BYĆ.</p>
<p>Dlaczego?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/miedzynarodowy-dzien-praw-czlowieka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

