<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Jarosław A. Sobkowiak &#187; temat tygodnia</title>
	<atom:link href="http://www.jaroslawsobkowiak.pl/category/temat-tygodnia/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.jaroslawsobkowiak.pl</link>
	<description>Dr, pracownik naukowo-dydaktyczny. Strona zawiera felietony z lat 2004-2009 ciągle uaktualniane. Ponadto informacje o autorze, strony dla studentów. Strona jest wyposażona w drzewko tagów oraz wyszukiwanie poprzez kategorie</description>
	<lastBuildDate>Fri, 03 Sep 2010 20:34:50 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.2</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Moralność = Prawo?</title>
		<link>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/moralnoscprawo/</link>
		<comments>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/moralnoscprawo/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 30 Sep 2009 18:06:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jarosław A. Sobkowiak</dc:creator>
				<category><![CDATA[moralność]]></category>
		<category><![CDATA[odpowiedzialność]]></category>
		<category><![CDATA[temat tygodnia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.jaroslawsobkowiak.pl/?p=911</guid>
		<description><![CDATA[Do napisania tego felietonu skłonił mnie komentarz Pana Sylwestra umieszczony przy okazji wspomnienia o śmierci Prof. Barbary Skargi (do pełnego zrozumienia zasadności obecnego felietonu niezbędna będzie wcześniejsza lektura komentarza Pana Sylwestra i mojej nań odpowiedzi).
Ostatnio coraz częściej wraca problem kryzysu moralnego i jest też coraz więcej chętnych, by braki w moralności nadrobić prawem. Ktoś nie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Do napisania tego felietonu skłonił mnie komentarz Pana Sylwestra umieszczony przy okazji wspomnienia o śmierci Prof. Barbary Skargi (do pełnego zrozumienia zasadności obecnego felietonu niezbędna będzie wcześniejsza lektura komentarza Pana Sylwestra i mojej nań odpowiedzi).</em></p>
<p>Ostatnio coraz częściej wraca problem kryzysu moralnego i jest też coraz więcej chętnych, by braki w moralności nadrobić prawem. Ktoś nie chce czegoś przyjąć, zrozumieć, zaakceptować – przegłosujmy to w sejmie, zdobądźmy większość, wygrajmy sprawę. Jest to szybka droga do sukcesu, ale mało skuteczna. W czasach Chrystusa było wiele wypadków, w których rozstrzygnięcia prawa rzymskiego były sprzeczne z Ewangelią. Apostołowie świetnie zdawali sobie sprawę z faktu, iż ani prawo nie zastąpi moralności, ani moralność prawa. Sam Apostoł Paweł przedłużył sobie życie o kilka miesięcy odwołując się do prawa rzymskiego, do czego miał prawo jako obywatel imperium, unikając tym samym konsekwencji wyroku religijnego Sanhedrynu. Chrystus również wybrał inną drogę walki z nie-Bożym prawem. Tą drogą była formacja sumień a w konsekwencji Krzyż jako – po ludzku – bezsilność wobec prawa. Prawo idzie bowiem zawsze za życiem, nie przed. Gdyby np. w Polsce było zdecydowane potępienie moralne pewnych postaw, prawo musiałoby iść za życiem i to skodyfikować.</p>
<p>Na czym w istocie polega różnica pomiędzy moralnością a prawem? Otóż prawo działa prohibicyjnie, ograniczająco. Jeśli już ma związek z moralnością to jest jej wymiarem negatywnym. Natomiast moralność to projekt na życie, pewna wizja celu, świadomość motywów i konsekwencji. Gdybyśmy nawet stworzyli idealne prawo, to nie da się kochać, współistnieć, tworzyć dobro wspólne w oparciu o zbiór kodeksów (cywilnego, karnego, administracyjnego i wielu innych). Moralność może pokrywać się tylko z tym prawem, które wcześniej zostało zapisane w sercu. Co prawda nauka Kościoła mówi, że prawo stanowione nie powinno stać w sprzeczności z prawem naturalnym. A jeśli stoi? To mamy podobny wyrok, jak w przypadku „Gościa Niedzielnego”. Wyrok moralnie niesprawiedliwy, ale podjęty w świetle prawa. Złego prawa. Z tego jednak nie można wyprowadzić wniosku, iż da się w przyszłości postawić znak równości pomiędzy moralnością a prawem. Byłaby to bądź jurydyzacja moralności, bądź etyzacja prawa.</p>
<p>To właśnie z takich przypadków wywodzi się słowo „męczennik”, oznaczające również świadka. Tygodnik katolicki nie przegrał. Zaświadczył o prawdzie wobec złego prawa i za to świadectwo zapłacił. Idealnie byłoby, gdyby nie było prawa, które podważa moralność. Ale jeśli jest…? Wtedy trzeba mówić prawdę. A prawda ma swoją cenę, czasem o wiele wyższą niż zasądzona.</p>
<p>I tak już pozostanie. Prawo zabezpieczające minimum, często o wiele za małe i moralność ukazująca szczyt. I pozostanie napięcie pomiędzy władzą świecką i duchowną. I dopóki ono będzie, będzie też szansa na zmianę. Gdybyśmy zaś wyobrazili sobie, że doczekamy błogiego pokoju pomiędzy moralnością i prawem, to oznaczałoby to, że nawet diabeł się nawrócił, albo coś przeciwnego, że Kościół nie pełni już swojej roli. Znak równości pomiędzy moralnością a prawem byłby owocem kompromisu, a w moralności nie ma kompromisu i pluralizmu. Mamy prawo walczyć o lepsze prawa. To jest nawet naszym obowiązkiem. Z pełną jednak świadomością, że w najlepszym systemie społecznym i prawnym zawsze pozostanie miejsce na męczennika-świadka prawdy, i zawsze za tę prawdę będzie trzeba płacić. Pozostaje tylko troska, byśmy tworzyli takie prawo i takie społeczeństwo, w którym za prawdę, zwłaszcza prawdę o człowieku i jego prawie do życia płaci się możliwie najmniej.</p>
<p>Nie ma bowiem takiego prawa, które odebrałoby możliwość świadczenia o prawdzie. Prawda bowiem wyzwala, przede wszystkim od lęku. Lęku nie tylko przed grzechem, ale też od lęku przed konsekwencjami prawa, jakie czekają za prawdę. Nagłośniony wyrok nie odebrał więc prawa do prawdy. Pokazał tylko, że w Polsce kosztuje ona jeszcze bardzo dużo.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/moralnoscprawo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>70. rocznica kpin z Polski</title>
		<link>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/70-rocznica-kpin-z-polski/</link>
		<comments>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/70-rocznica-kpin-z-polski/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 17 Sep 2009 20:07:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jarosław A. Sobkowiak</dc:creator>
				<category><![CDATA[obłuda i faryzeizm]]></category>
		<category><![CDATA[temat tygodnia]]></category>
		<category><![CDATA[zaufanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.jaroslawsobkowiak.pl/?p=893</guid>
		<description><![CDATA[Przez lata nauczyciele historii w niektórych szkołach udawali, że nie rozumieją pytania o 17 września 1939 roku. Dzisiaj nie trzeba już przypominać o wschodnim epizodzie II wojny światowej. Już tylko niepoważni historycy i niepoważni politycy usiłują ugrać ostatnią kartę zakłamania przeszłości. Tym bardziej dziwi postawa prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki, który właśnie w taką rocznicę wpisał [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Przez lata nauczyciele historii w niektórych szkołach udawali, że nie rozumieją pytania o 17 września 1939 roku. Dzisiaj nie trzeba już przypominać o wschodnim epizodzie II wojny światowej. Już tylko niepoważni historycy i niepoważni politycy usiłują ugrać ostatnią kartę zakłamania przeszłości. Tym bardziej dziwi postawa prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki, który właśnie w taką rocznicę wpisał odmowę w sprawie budowy tarczy antyrakietowej.</p>
<p>Każdy ma prawo do suwerennych decyzji. Trudno się też dziwić, że własne bezpieczeństwo przedkłada się nad bezpieczeństwo sąsiada. Dlaczego jednak uważam, że Ameryka zakpiła z Polski? Otóż nie chodzi już o nadzieje, zainwestowany kapitał (w tym ludzki) w Iraku i kilka jeszcze gestów przyjaźni wobec USA. Chodzi przede wszystkim o mocne iskrzenie polityczne na linii: Polska &#8211; Rosja. Polska nie jest na tyle silna, by grać w taki sposób. A grała tak właśnie, gdyż w Ameryce widziała sojusznika, by nie rzec – przyjaciela.</p>
<p>W polityce wraca jednak stare powiedzenie: Chcecie, by was szanowano? Bogaćcie się!</p>
<p>Zakpił pan, panie prezydencie Stanów Zjednoczonych Ameryki z Polski, z Polaków. I jeśli wierzyć, że owa zbieżność dat kolejnej manifestacji siły Rosji jest tylko przypadkowa, to tym bardziej pozostaje współczuć panu doradców, znajomości problemów Europy Środkowo-Wschodniej i dobrego smaku.</p>
<p>Świat idei odchodzi w niepamięć. I w takim momencie nawet trudno dziękować za wsparcie podziemia i Solidarności, gdyż przychodzi jak szatański podszept myśl: przecież na Solidarności oni też nie stracili…</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/70-rocznica-kpin-z-polski/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Przyszłość &#8220;Pokolenia Ego&#8221;</title>
		<link>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/przyszlosc-pokolenia-ego/</link>
		<comments>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/przyszlosc-pokolenia-ego/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 16 Sep 2009 17:32:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jarosław A. Sobkowiak</dc:creator>
				<category><![CDATA[kondycja ludzka]]></category>
		<category><![CDATA[odpowiedzialność]]></category>
		<category><![CDATA[temat tygodnia]]></category>
		<category><![CDATA[świadomość]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.jaroslawsobkowiak.pl/?p=891</guid>
		<description><![CDATA[W tradycyjnej psychoanalizie serwowanej nam chociażby przez Zygmunta Freuda w kształtowaniu osobowości występują trzy elementy: Id, Ego i Superego. Kreśląc cechy charakterystyczne każdego z tych komponentów można powiedzieć, że Id to odpowiednik brzucha matki, tego, co wrodzone, dalekie od świata realnego i obiektywnego, oparte na przyjemności. Z kolei Superego stanowi płaszczyznę obiektywną &#8211; można powiedzieć [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W tradycyjnej psychoanalizie serwowanej nam chociażby przez Zygmunta Freuda w kształtowaniu osobowości występują trzy elementy: Id, Ego i Superego. Kreśląc cechy charakterystyczne każdego z tych komponentów można powiedzieć, że <em>Id</em> to odpowiednik brzucha matki, tego, co wrodzone, dalekie od świata realnego i obiektywnego, oparte na przyjemności. Z kolei <em>Superego</em> stanowi płaszczyznę obiektywną &#8211; można powiedzieć &#8211; swoistą warstwę społeczną, w której nie wystarczają już cele realistyczne, ale pojawiają się cele moralne. Jest to wpisanie osobowości w struktury życia społecznego, przyjęcie pewnych ram, nakazów. Powyższe są zatem biegunami poprawnie ukształtowanego <em>Ego</em>. Wtedy człowiek nie jest egoistą, tylko sobą, łączącym to, co odziedziczył z tym, co zastaje w świecie zewnętrznym. Kiedy jednak zabraknie <em>Superego</em>, wtedy <em>Ego</em> czerpie wyłącznie z <em>Id</em>. Człowiek bazuje na naturze, ale nie ludzkiej, czyli poddanej racjonalnej obróbce, lecz na naturze nieokiełznanej, nie do końca uświadomionej, odczuwanej czy raczej przeczuwanej.</p>
<p>Tak rzucone w świat <em>Ego</em> przeradza się w <em>Emo</em>. Biegunami są bowiem z jednej strony niedojrzałe <em>ja</em>, z drugiej instynktowne <em>id</em>.</p>
<p>A życie społeczne? „Pokolenie Ego” nie potrzebuje życia społecznego. Potrzebuje bowiem nie świata z którego można czerpać wzorce, lecz wyłącznie takiego świata, który samo tworzy. Świat staje się więc coraz bardziej emocjonalny, roszczeniowy, szukający jedynie spełnienia siebie, czyli <em>id</em>. Ale owo „id” nie rozwinie się w świat <em>id-ealny</em>, lecz raczej <em>id…</em> W takim świecie nie ma miejsca na poświęcenie, wyrzeczenie.</p>
<p>Jest to swoisty powrót do koncepcji bytu idealnego (filozofii starożytnej), wyobrażanego na kształt kulisty. Wtedy cień bytu rzucany na świat ma kształt koła. Takie kształty mają jednak pewną słabość. Otóż kilka lat temu jedna z telefonii komórkowych wchodzących na rynek postanowiła właśnie w taki sposób zagospodarować przestrzeń Polski. Każda stacja przekaźnikowa funkcjonuje w kluczu okręgu. Budowano je zaś w taki sposób, by okręgi się tylko stykały, dla oszczędności. Możemy sobie wyobrazić obszar tworzony przez okręgi, które się tylko stykają, nigdy zaś nie przecinają. Pomiędzy nimi zaczynają powstawać białe plamy. Komunikacja staje się niemożliwa. I tak też było w świecie rzeczywistym. Ktoś  rozpoczynał rozmowę wewnątrz okręgu i np. jadąc samochodem nagle znajdował się w komunikacyjnej dziurze. Na szczęście operator szybko naprawił swój błąd.</p>
<p>Emocjonalnie niedojrzałe pokolenie ego przypomina taką właśnie budowę życia społecznego. Niby każdy jest idealny, nawet się stykamy, tylko nigdy nie przecinamy. W świecie zaczyna być coraz więcej białych plam. I nagle w pewnym momencie przestajemy się rozumieć, komunikować, słuchać. A wystarczyłoby tylko zrezygnować choć trochę z dziecinnej samowystarczalności i emocjonalnie podszytej doskonałości i pozwolić, że ktoś swoim okręgiem przetnie moje prywatne życie, że zazębią się nasze interesy i zaczną się pojawiać obszary wspólne.</p>
<p>„Pokolenie Ego” robi wrażenie, że nie potrzebuje nikogo i niczego. I czasem tylko o przyszłych skutkach bytów niezdolnych do poświęceń świadczą ogłoszenia w sklepach czy barach: zatrudnię sprzedawcę, barmana, osobę do sprzątania… Ale oczywiście to nie są zajęcia dla idealnych <em><span style="text-decoration: underline;">bytów-okręgów-nie-przecinających-się-i-nie-zdolnych-do-poświęceń</span></em>. Można więc przypuszczać, że wkrótce pojawią się inne ogłoszenia: zatrudnię myślącego do uporządkowania tego emocjonalno-egotycznego bałaganu.</p>
<p>Tylko czy jeszcze znajdzie się <em><span style="text-decoration: underline;">byt-okrąg-przecinający-się-zdolny-do-poświęceń</span></em>?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/przyszlosc-pokolenia-ego/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Chamstwo w internecie</title>
		<link>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/chamstwo-w-internecie/</link>
		<comments>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/chamstwo-w-internecie/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 11 Aug 2009 16:33:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jarosław A. Sobkowiak</dc:creator>
				<category><![CDATA[komunikacja]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[odpowiedzialność]]></category>
		<category><![CDATA[temat tygodnia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.jaroslawsobkowiak.pl/?p=875</guid>
		<description><![CDATA[W jednym z dzienników można było dzisiaj przeczytać – zapewne nie z troski o kulturę, tylko ze względu na sezon ogórkowy – o tym, czy jesteśmy skazani na chamstwo (przywołuję słowo w pełnym brzmieniu) w Internecie. Dwugłos, a właściwie trójgłos wyznaczył dwa bieguny dyskusji: pierwszy optujący za karaniem tych, którzy nadużywają tego forum, drugi mówiący [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W jednym z dzienników można było dzisiaj przeczytać – zapewne nie z troski o kulturę, tylko ze względu na sezon ogórkowy – o tym, czy jesteśmy skazani na chamstwo (przywołuję słowo w pełnym brzmieniu) w Internecie. Dwugłos, a właściwie trójgłos wyznaczył dwa bieguny dyskusji: pierwszy optujący za karaniem tych, którzy nadużywają tego forum, drugi mówiący o tym, iż cenzura nie pomoże. Oczywiście po takim dwugłosie najrozsądniej byłoby zająć pozycję pośrodku, ale nie ulegnę tej zasadzie i opowiem się za pierwszą: nadużycia trzeba karać. Dlaczego?</p>
<p>W pierwszym głosie porównano – moim zdaniem słusznie – Internet z chamstwem na stadionach. Przez lata uczulaliśmy kibiców (może trzeba dodać „pseudo”, bo większość to jednak prawdziwi, porządni kibice), że nie można wyrywać krzeseł na stadionach, a jak się już wyrwie, to nie można bić nimi po głowie innych kibiców. Najlepiej zaś wyrwane krzesło zostawić w miejscu wyrwania, bo gdzie biedni organizatorzy znajdą podobne? Niektórzy – zwolennicy stadionowej edukacji i ewangelizacji – wierzyli nawet w nieszczere gesty kibiców po śmierci Jana Pawła II. Postaw tych, którzy wierzyli nie chcę osądzać, gdyż śliska jest granica pomiędzy wiarą dziecięcą i ufną a wiarą infantylną. W każdym razie eksperyment edukacyjny się nie powiódł.</p>
<p>A Internet? Kiedy czyta się fora, nawet te moderowane, rzeczywiście pełno tam chamstwa. Kilka lat temu próbowałem jeszcze w ten bełkot wprowadzić jakieś zdanie po polsku, ale widocznie piszący z polskim mają problemy (gdyby ktoś nie wierzył, proszę sprawdzić wybrane forum od strony językowej). Dlaczego tak się dzieje? Bo wbrew pozorom – i zdaniu autorów drugiej strony dwugłosu – edukacja Internetem nie poprzedzona edukacją w domu i w szkole nie przyniesie spodziewanego rezultatu. Ja też jestem nauczycielem i zdecydowanie bliższy jest mi rozum niż pałka, ale będąc realistą wiem, że rozum spełnia swoją rolę tylko wtedy, gdy czas używania rozumu i długość życia z grubsza się pokrywają. W przeciwnym razie dorosły człowiek może mieć wyrywny umysł sześciolatka, a nawet okresu wcześniejszego. I wtedy bełkocze.</p>
<p>Prawo przewiduje kary od osiemnastego roku życia, a w niektórych wypadkach nawet ten wiek obniża. Tylko, że dotykamy tu realnego problemu: czy karać według długości używania układu trawiennego czy rozumu? Kiedy bowiem poddaje się karze człowieka niezdolnego do odpowiedzialności za siebie, bez wątpienia czyni się zło. Stare rzymskie prawo znało przecież przypadek <em>impossibilium nulla obligatio </em>(nikt nie jest zobowiązany do rzeczy niemożliwych)<em>.</em></p>
<p>Zauważmy jednak, że czym innym karać, a czym innym ograniczać wpływ niedojrzałości na życie publiczne. Nie jestem do końca przekonany, czy autorzy drugiego stanowiska reprezentujący dość ważny portal internetowy wpuściliby na łamy swojego dziennika podobny bełkot. Nie wpuszczą, bo nie zarobią, gdyż bełkoczący nie czytają gazet.</p>
<p>Nie na chamstwie w Internecie chcę się jednak skupić (aż tak drastycznego braku przedmiotów myślenia nie doświadczam nawet w sezonie ogórkowym). Chodzi o brak tożsamości. Otóż ci rzucający k…. i inne są po prostu tchórzami. Tu nie chodzi nawet o wykształcenie. Gdyby ktoś napisał, że „kiedy k… patrzy na to co się k… dzieje, to ma to k… gdzieś”, poza słabym językiem polskim można by to przełknąć, pod jednym wszakże warunkiem, iż podpisałby swoją opinię np. Jan Kowalski. Wtedy wiem, że człowiek nie lubiący określonej rzeczywistości a przy tym cham i gbur, to właśnie Jan Kowalski. Ale tego nie wiem, gdyż ów Jan Kowalski jest na dodatek tchórzem. I jak można z Janem Kowalskim dyskutować. Jeśli powie zbyt wiele i chciałoby się go pozwać do sądu, zmieni swoją… tożsamość internetową. Problem zaś w tym, że Kowalski ma kilka tożsamości internetowych, tylko żadnej osobowej i ludzkiej.</p>
<p>Nieco bardziej kulturalni, ale też bez tożsamości piszą blogi „życia wewnętrznego”. Nie chodzi oczywiście ani o duchowość, ani tym bardziej o wewnętrzne przemyślenia. Chodzi najczęściej o historię układu trawiennego z ostatnich 24. godzin. Przez dwadzieścia parę wieków Europa miała też problemy ze staropanieństwem czy starokawalerstwem (w Polsce płaciło się nawet „bykowe”), ale nikomu do głowy nie przyszło spowiadać się publicznie z tego, że nikt mnie nie chce. Czlowiek na forum dzielił się owocami intelektu i pracy rąk własnych, resztę „owoców” pozostawiał gdzie indziej. Dzisiaj przeciwnie – najbardziej intymnym organem człowiek XXI wieku jest rozum. I chyba pora tę parodię zatrzymać.  </p>
<p>Trzeba więc karać nadużycia. Ale nie tych biednych, <em>którzy nie są zdolni do niemożliwego</em>, tylko tych, którzy tych biednych i niedorozwiniętych wykorzystują marketingowo.</p>
<p>I nie wmawiajmy sobie, że debata publiczna w której biorą udział anonimowi rozmówcy do czegokolwiek prowadzi. A gdyby ktoś wątpił w prawdziwość moich słów, proponuję eksperyment: w najbliższych wyborach zagłosujmy tylko na tych forach z ch… i k… i nie podpisujmy się prawdziwym nazwiskiem. Liczy się przecież efekt możliwości debaty… A zanim zagłosujemy, przestańmy sponsorować dzienniki internetowe, które dopuszczają ch… i k… na forach. Ciekawe czy gratisowo utrzymają te fora? Chyba, że to ja się mylę i przegapiłem coś w naszej rzeczywistości. Na wszelki wypadek sprawdzę za chwilę czy nazwisko jest jeszcze obowiązkowe a język polski językiem urzędowym.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/chamstwo-w-internecie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Warszawa &#8211; miasto bez ducha?</title>
		<link>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/warszawa-miasto-bez-ducha/</link>
		<comments>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/warszawa-miasto-bez-ducha/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 01 Aug 2009 15:00:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jarosław A. Sobkowiak</dc:creator>
				<category><![CDATA[patriotyzm]]></category>
		<category><![CDATA[temat tygodnia]]></category>
		<category><![CDATA[tożsamość]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.jaroslawsobkowiak.pl/?p=871</guid>
		<description><![CDATA[Jeżdżąc po Polsce można wielokrotnie doświadczyć „braku miłości” do Warszawy. Mówi się często o niej jako mieście bez ducha. Trochę w tym prawdy. Wystarczy spędzić kilka chwil w kawiarni w Krakowie i w Warszawie, żeby zrozumieć co inni mają na myśli. W krakowskich kawiarniach ludzie się spotykają by odpocząć od pracy, budować przyjaźnie, rozmawiać o [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jeżdżąc po Polsce można wielokrotnie doświadczyć „braku miłości” do Warszawy. Mówi się często o niej jako mieście bez ducha. Trochę w tym prawdy. Wystarczy spędzić kilka chwil w kawiarni w Krakowie i w Warszawie, żeby zrozumieć co inni mają na myśli. W krakowskich kawiarniach ludzie się spotykają by odpocząć od pracy, budować przyjaźnie, rozmawiać o życiu. Warszawskie są przedłużeniem życia biznesu, dalszych ciągiem załatwiania spraw, udawania jak się jest ważnym.</p>
<p>Miasto bez ducha, bez jasno określonej tożsamości, czego wyrazem jest chociażby niemożność dania odpowiedzi na pytanie turysty o centrum Warszawy.</p>
<p>65 lat temu nie było tego problemu. Każdy znał swoje miejsce, bo je miał. Nie czas spierać się o to, kiedy Warszawa była piękniejsza – wtedy czy teraz. Jedno jest pewne: wtedy przechowywała swoje piękno w sercach tych, którzy tu mieszkali. Kiedy oddawali swoje życie w powstaniu nie mieli wątpliwości, że to ich miasto, które trzeba ocalić. Nie zadawali sobie wtedy pytań powtarzanych dzisiaj przez samozwańczych proroków, czy powstanie miało sens? Sens nosili w sobie, a ktoś chciał ich tego sensu pozbawić. I to wystarczyło by walczyć.</p>
<p>Warszawa dzisiaj. Miasto przypomina peerelowską mozaikę, tandetną, pełną blichtru i nie pasujących do siebie elementów całości. Przypadkowy zlepek szklanych domów i biedy ulic, w które nikt się nie zapuszcza. Bo w tym mieście coraz częściej już się tylko żyje, robi kariery, leczy kompleksy, ale nie żyje się tym miastem. Archiwizuje się jeszcze przeszłość, bo na niej też można zarobić. Ale czy można mówić o mieście, że ma ducha, jeśli historię pisze się tylko dla turystów?</p>
<p>Już za kilka chwil, wspominając Godzinę „W” niektórzy odnajdą jeszcze w pamięci strzępy wspomnień ze swoich dzielnic. Dla mnie szczególnie bliskie jest miejsce w którym mieszkam. Wróci wspomnienie Cytadeli, Dworca Gdańskiego, Powązek czy dawnej Szkoły Gazowej przy Gdańskiej 6. Wróci bliski sercu człowiek, ks. płk. Zygmunt Truszyński MIC, ps. „Alkazar”. I kiedy ucichnie głos syren i zamilkną dzwony pozostanie dręczące pytanie: czy serce tego miasta bije już tylko w jego dzwonach?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/warszawa-miasto-bez-ducha/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Leszek Kołakowski &#8211; samotnik i sceptyk</title>
		<link>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/leszek-kolakowski-samotnik-i-sceptyk/</link>
		<comments>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/leszek-kolakowski-samotnik-i-sceptyk/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 17 Jul 2009 21:10:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jarosław A. Sobkowiak</dc:creator>
				<category><![CDATA[autorytet]]></category>
		<category><![CDATA[sens życia]]></category>
		<category><![CDATA[temat tygodnia]]></category>
		<category><![CDATA[wybory]]></category>
		<category><![CDATA[wolność]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.jaroslawsobkowiak.pl/?p=868</guid>
		<description><![CDATA[Miarą naszego życia jest lat siedemdziesiąt, osiemdziesiąt, gdy jesteśmy mocni. A większość z nich… Psalmista dopowiedział, że większość z nich to trud i marność.
W wieku „mocnych” odszedł dzisiaj Profesor Leszek Kołakowski. Jego życia wystarczyłoby na kilka biografii, a zamknął ją w jednym życiu człowieka niewielkiej postury i wielkiego intelektu. Był człowiekiem wielkim, to znaczy samotnym. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Miarą naszego życia jest lat siedemdziesiąt, osiemdziesiąt, gdy jesteśmy mocni. A większość z nich… </em>Psalmista dopowiedział, że większość z nich to trud i marność.</p>
<p>W wieku „mocnych” odszedł dzisiaj Profesor Leszek Kołakowski. Jego życia wystarczyłoby na kilka biografii, a zamknął ją w jednym życiu człowieka niewielkiej postury i wielkiego intelektu. Był człowiekiem wielkim, to znaczy samotnym. Podziwianym, docenianym a jednak samotnym, bo trudno byłoby zmieścić go w jakiejś jednej szkole, a jeszcze trudniej byłoby zatrzymać go tam na dłużej. Zdeklarowany marksista, który obraził się na marksizm w przejawach (usunięcie z partii w 1966, potem rok ’68 i ostateczne rozstanie z Uniwersytetem Warszawskim). Potem twórczy rozkrok pomiędzy Chicago a Oxfordem jako owoc rewizjonizmu, któremu zresztą też nie był wierny. I wreszcie zdrada filozofii uniwersyteckiej. Zdrada, bo chociaż ciągle wykładał, to nie był już filozofem, był mędrcem.</p>
<p>Kto śledził bez uprzedzeń twórczość Kołakowskiego łatwo mógł zauważyć, że szedł on pod prąd współczesnemu rozumieniu filozofii. Dzisiaj w świecie korupcji filozofii próbuje się uprawiać filozofię dopełnień. Natomiast Kołakowski oscylował pomiędzy duchem marksistowskiego Absolutu, wiarą w konkretną klasę społeczną, bo – jak wierzył &#8211; tylko w ramach określonej klasy prawda staje się poznawalna, aż po marksistowską nadzieję, która połączona z apokaliptyczną refleksją dała podwaliny filozofii z jednej strony niedefiniowalnej, z drugiej zaś niezaprzeczalnej, bo możliwej do oceny wyłącznie w perspektywie całości – ta zaś jest nieuchwytna, nawet przez życie trwające osiemdziesiąt dwa lata.</p>
<p>Nie łatwo zdefiniować to życie. Charles Taylor nazywa Kołakowskiego „samotnym podróżnikiem, przenikliwym krytykiem wszystkich intelektualnych szkół, prawdziwym, acz sceptycznym myślicielem” i „współczującym obserwatorem wiary chrześcijańskiej”. I zapewne jest sporo prawdy w tej ocenie. Był bowiem samotny i przenikliwy a jednocześnie wierzący wiarą bez zachwytu. Kiedyś na pytanie o to, czy doświadczył cudu, odpowiedział, że nie. A kiedy rozmówca drążył dalej, iż są tacy, którym otwierają się bramy niebios, z właściwą sobie ironią odpowiedział: <em>Nie wiem, komu się otwierają, a kto sobie tylko wyobraża, że mu się otwierają</em>.</p>
<p>Nie był typowym profesorem akademickim, gdyż nie budował wokół siebie aury wielkości i przestrzeni dla podziwu. Wierny ironii, również siebie tak traktował. Nie nazywał rzeczy tworzonych wielkimi. Nie wierzył jak większość, gdyż jego wiara nie mieściła się w schematach dających pozór całości. Był inny.</p>
<p>Odchodzi kolejny, dość kontrowersyjny człowiek. A ja z każdym takim odejściem uczę się coraz bardziej, że prawdziwa wiara to pokora. Gdzie nie ma pokory, nie ma ani wiedzy, ani wiary. Nie chcę porównywać Profesora Kołakowskiego z innymi wielkimi. Zapewne tego by sobie nie życzył.</p>
<p>Odszedł. Co więc pozostaje? Pozostaje pytanie jakiego wyuczono katolika: A co z jego duszą po śmierci? Chciałoby się zorganizować jakąś linię modlitwy, pokazującą przy okazji, że los każdej niepewnej duszy jest w naszych rękach. A ja nawet nie wiem, jak zdefiniować jego wiarę. I chyba dobrze. On też nie wiedział. Kiedy jeden z rozmówców usilnie drążył w jego życiorysie doprowadzając do pytania o wiarę, Kołakowski dał odpowiedź, która troszczącemu się o jego duszę musi wystarczyć. Powiedział wtedy: <em>W co wierzę, Pan Bóg wie doskonale.</em></p>
<p>Nie podsumowujmy więc życia, które nie chciało być podsumowane.</p>
<p>Marksista, ironista, sceptyk poszukujący sacrum. I niech taki pozostanie, z Tym, który wie doskonale w co Kołakowski wierzył.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/leszek-kolakowski-samotnik-i-sceptyk/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Oprotestować Madonnę?</title>
		<link>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/oprotestowac-madonne/</link>
		<comments>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/oprotestowac-madonne/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 09 Jul 2009 10:16:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jarosław A. Sobkowiak</dc:creator>
				<category><![CDATA[obłuda i faryzeizm]]></category>
		<category><![CDATA[odpowiedzialność]]></category>
		<category><![CDATA[temat tygodnia]]></category>
		<category><![CDATA[tolerancja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.jaroslawsobkowiak.pl/?p=860</guid>
		<description><![CDATA[Zabierałem się do napisania tego tekstu już od kilku dni. Rozpoczynałem, przerywałem, rozpoczynałem na nowo. Bo były wydarzenia ważniejsze, chociażby encyklika Benedykta XVI. Problem Madonny jest przy niej tylko odpryskiem „końca kultury”. Przesądził jednak tekst w Rzeczpospolitej na temat protestu jako wody na młyn współczesnej skandalistki.
O Madonnie można pisać wiele. Niewątpliwie stworzyła nowy nurt w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zabierałem się do napisania tego tekstu już od kilku dni. Rozpoczynałem, przerywałem, rozpoczynałem na nowo. Bo były wydarzenia ważniejsze, chociażby encyklika Benedykta XVI. Problem Madonny jest przy niej tylko odpryskiem „końca kultury”. Przesądził jednak tekst w Rzeczpospolitej na temat protestu jako wody na młyn współczesnej skandalistki.</p>
<p>O Madonnie można pisać wiele. Niewątpliwie stworzyła nowy nurt w muzyce, który można nazwać „muzyką wspieraną skandalem”. To jednak, co przeraża mnie najbardziej, to sposób i nietrafność (a w konsekwencji nieefektywność) zapowiadanego protestu. Nie mam najmniejszej wątpliwości, że &#8220;pozorna&#8221; zbieżność dat (koncertu Madonny i maryjnego święta) nie jest pozorna. To tania reklama, w której niestety uczestniczą również protestujący.</p>
<p>Co zatem zrobić, aby protest był skuteczny? Przede wszystkim myśleć. Prawie doprowadził mnie do łez rzecznik ratusza, który z bólem serca twierdził, że na tym etapie już nic nie można zrobić. Rozumiem go. Rola bowiem rzecznika nie ma już nic wspólnego z Hermesem wyjaśniającym wolę bogów. Bardziej przypomina królewskiego chłopca do bicia. Nie bijąc więc rzecznika, niewątpliwie trzeba odwołać się do takich działań, które mogą przynieść skutek. Pierwsze polega na tym, że zanim Madonna wywołała skandal, ktoś z władz miejskich wyraził zgodę na tę przypadkową zbieżność dat. Zatem mamy władze albo nie myślące, albo niewierzące. Trudno powiedzieć, co gorsze. Ale mamy też potencjał wiernych, którzy – jeśli naprawdę ich to przeraża – mogą po prostu koncert oprotestować… nieobecnością na nim. A na przyszłość, wybierając nowe władze stolicy, warto mieć w pamięci takie nieprzemyślane kwiatki decyzyjne obecnych władz. No i oczywiście wykorzystać wszystkie kanały tzw. odpowiedzialności obywatelskiej, by zrobić wszystko, co uczyni głośnym nie tyle sam protest, co pokaże miałkość Madonny (w sierpniu również &#8220;przypadkowo&#8221; pojawi się w kinach pikantny film Madonny).</p>
<p>Czego zaś na pewno nie warto robić? Zapowiadanej (o ile pomysł jest prawdziwy) mszy przed ratuszem. Wtedy do skandalu Madonny dołączono by jeszcze jeden – profanację Eucharystii w miejscu i czasie bynajmniej nie służącym sacrum. Jeśli bowiem społeczeństwo nie może zrozumieć problemu i nie widzi nic złego w zbieżności koncertu i maryjnego święta, to chyba nie chodzi o to, by „przerazić mszą”. Bo skutek może być odwrotny. Madonna i tak zaśpiewa, zaś przestraszeni mszą mogą na mszę przestać chodzić zupełnie.</p>
<p>Co zatem robić? Protestować mądrze, a przede wszystkim wyciągnąć wnioski na przyszłość. Bo propozycji podobnych skandali będzie jeszcze wiele. I przykro byłoby widzieć po raz kolejny rozżalone i bezradne władze płaczące nad rozlanym mlekiem. Prościej wybrać takich, którzy nie tylko będą mądrzy po szkodzie, ale również przed.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/oprotestowac-madonne/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8220;Miłość w prawdzie&#8221; Benedykta XVI</title>
		<link>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/milosc-w-prawdzie-benedykta-xvi/</link>
		<comments>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/milosc-w-prawdzie-benedykta-xvi/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 08 Jul 2009 17:02:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jarosław A. Sobkowiak</dc:creator>
				<category><![CDATA[temat tygodnia]]></category>
		<category><![CDATA[życie społeczne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.jaroslawsobkowiak.pl/?p=844</guid>
		<description><![CDATA[Nieczęsto zdarza się dokument Kościoła, który z jednej strony językiem teologii opisuje bardzo złożoną rzeczywistość społeczną, z drugiej zaś stawia bardzo ważkie tezy i – miejmy odwagę to powiedzieć wprost – daje rozwiązania o wiele bardziej konkretne niż propozycje niejednego programu politycznego czy ekonomicznego. W dokumencie daje się zauważyć powrót do stylu sprzed Jana Pawła [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Nieczęsto zdarza się dokument Kościoła, który z jednej strony językiem teologii opisuje bardzo złożoną rzeczywistość społeczną, z drugiej zaś stawia bardzo ważkie tezy i – miejmy odwagę to powiedzieć wprost – daje rozwiązania o wiele bardziej konkretne niż propozycje niejednego programu politycznego czy ekonomicznego. W dokumencie daje się zauważyć powrót do stylu sprzed Jana Pawła II (pomimo licznych odwołań do jego nauczania). Wybrzmiewa w nim bowiem mocno sposób widzenia rzeczy charakterystyczny dla myślenia Pawła VI, a co za tym idzie, jeszcze wcześniejsza idea „humanizmu integralnego” Jacquesa Maritaina. Wszystko to sprawia, że nie można przejść obojętnie – niezależnie od światopoglądu religijnego – obok tego najnowszego dokumentu Magisterium Ecclesiae.</p>
<p>Przede wszystkim chodzi w dokumencie o nowe zdefiniowanie rozwoju. Nie wystarcza już rozróżnienie na postęp i rozwój, ukazujące iż nie każdy postęp służy rozwojowi człowieka. Skoro jednak człowiek jest podmiotem wszelkiego życia społecznego, nie może być innego rozwoju jak tylko taki, który zaczynałby się od człowieka i do spełnienia człowieka ostatecznie prowadził. Rozwój nie jest zatem właściwością rzeczy, lecz osób. A skoro dotyczy osoby, wpisuje się tym samym w jej integralnie rozumiane powołanie. Skoro zaś osoba powołana jest do czegoś, co przekracza wąsko rozumianą doczesność, zatem i prawdziwy rozwój musi brać pod uwagę perspektywę wieczności. Z dokumentu można wyprowadzić niedwuznaczny wniosek, iż pominięcie tej perspektywy w rozwoju prowadzi faktycznie do niedorozwoju, i to gorszego niż ten obserwowany w wymiarze ekonomicznym i technicznym.</p>
<p>Charakterystyczna jest też w dokumencie definicja zysku. Znającym Biblię, a więc wszystkim wykształconym Europejczykom, przypomina się zdanie: <em>Kto chce ocalić swoje życie </em>[za wszelką cenę – JS] <em>straci je, a kto straci swoje życie </em>[właśnie z owych głębszych pobudek – JS] <em>ten je zachowa. Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? </em>(por. Mt 16,24n). Zysk zatem jest pochodną pewnych wyborów i nakreślonych celów, sam zaś celem być nie może. Gdy tak się dzieje, wtedy zysk rodzi ryzyko zniszczenia bogactwa i tworzenia ubóstwa.</p>
<p>Rozwój zakłada też niewątpliwie pewną politykę. Ale polityka sięga korzeniami <em>polis</em>, a więc państwa-miasta i jego dobra wspólnego, nie ma zaś nic wspólnego z wyrachowaną polityką bilansową. Taka polityka eliminując koszty produkcji najchętniej eliminuje te, które odnoszą się do „amortyzacji” człowieka. Skrajnymi przejawami tego są chociażby: polityka rodzinna i zjawisko migracji. Pierwsza każe widzieć w rodzinie jedynie sprawę prywatną pracownika, swoiste kosztowne hobby, z którego można zrezygnować. Z kolei zjawisko migracji zarobkowej sprawia, że człowiek jest traktowany jako narzędzie produkcji, które można przenosić z miejsca na miejsce. To powoduje bardzo poważne zacieranie tożsamości kulturowej, tworząc bądź swoisty eklektyzm kulturowy, bądź też ujednolicenie zachowań i stylów życia.</p>
<p>Jeszcze na jeden aspekt dokumentu chciałbym zwrócić szczególną uwagę. Chodzi mianowicie o nowy styl życia. Polegałby on między innymi na tym, by do szerokiego katalogu praw człowieka nie dopisywać jeszcze jednego prawa: <em>prawa do rzeczy zbytecznych. </em>Rozszerzając myśl, można przywołać tezę A. Nanniego sprzed kilku lat, promującą tzw. <em>„ja” świadomie wstrzemięźliwe</em>. Chodzi w niej o uświadomienie sobie, iż wstrzemięźliwość jest dobrem relacyjnym: zakłada relację do siebie (tożsamość), do innych (odrębność i godność) oraz do rzeczy (umiarkowana konsumpcja). Chodzi zatem nie o to przed czym się powstrzymuję, lecz co świadomie wybieram.</p>
<p>I na koniec, ku egzemplifikacji. Gospodarka liberalna, zwłaszcza w skrajnej formie, charakteryzuje się minimum państwa w działalności gospodarczej. Problem polega tylko na tym, że ci, którzy się bogacą zakładają minimum państwa (czytaj minimum podatków), w skrajnych zaś sytuacjach – czego przykładem jest obecny kryzys &#8211; oczekują maksymalistycznego stosowania zasady pomocniczości (wpompowywanie milionów w podupadające firmy). Czy nie przypomina to trochę „konsekwencji” dorastającej młodzieży, która uciekając z domu, powołuje się na swoje prawa, a kiedy narozrabia i tak wraca po pomoc do domu?</p>
<p>Te kilka słów nie streszcza dokumentu. Przeciwnie. Autor całe bogactwo „implikacji do odkrycia” zostawia czytelnikowi. Warto czytać szczególnie tę właśnie encyklikę na przemian z propozycjami, jakie popłyną ze szczytu G8. No i oczywiście warto myśleć i mieć swoje zdanie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/milosc-w-prawdzie-benedykta-xvi/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Modlitwa urlopowicza</title>
		<link>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/przywiazania/</link>
		<comments>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/przywiazania/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 04 Jul 2009 17:30:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jarosław A. Sobkowiak</dc:creator>
				<category><![CDATA[temat tygodnia]]></category>
		<category><![CDATA[świat odniesień]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.jaroslawsobkowiak.pl/?p=840</guid>
		<description><![CDATA[Wydany w ubiegłym roku dokument Papieskiej Komisji Biblijnej „Biblia a moralność” proponuje bardzo trafne określenie moralności chrześcijańskiej: moralność odniesień. Bo rzeczywiście, jeśli zastanowimy się nad sobą, swoimi pragnieniami, wtedy łatwo zauważymy, że potrzebujemy… odniesień. Każda nasza decyzja, jeśli jest świadoma, odwołuje się do czegoś, kogoś. Nikt nie jest przecież samotną wyspą. Zauważamy jednak, że nasze [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wydany w ubiegłym roku dokument Papieskiej Komisji Biblijnej „Biblia a moralność” proponuje bardzo trafne określenie moralności chrześcijańskiej: <em>moralność odniesień</em>. Bo rzeczywiście, jeśli zastanowimy się nad sobą, swoimi pragnieniami, wtedy łatwo zauważymy, że potrzebujemy… odniesień. Każda nasza decyzja, jeśli jest świadoma, odwołuje się do czegoś, kogoś. Nikt nie jest przecież samotną wyspą. Zauważamy jednak, że nasze odniesienia – szczególnie te do ludzi – rodzą przywiązania. Ale wiążą nie tylko ludzie. Wiążą również rzeczy. Przywiązujemy się więc, a wśród różnorakich przywiązań mamy i te nieuporządkowane.</p>
<p>W najbliższych dniach i tygodniach każdy z nas wyjedzie chociaż na kilka dni na zasłużony urlop. Będzie okazja, by odpocząć od przywiązań. Czy jednak warto odpoczywać od wszystkich?</p>
<p>Nasz samochód, spakowana walizka, pokażą jak radzimy sobie z nimi, jaki jest świat wartości przez nie wyznaczany. Dla porządku robimy listę. Znajomi? W tym roku pojechali sami. Rodzina? Trzeba będzie „nawiedzić” chociaż na dwa dni. Praca? Zabieramy tylko kilka niezbędnych rzeczy, których nie zdążyło się zrobić przed urlopem. Laptop? Koniecznie. Inaczej bylibyśmy wyłączeni z globalnego krwioobiegu. Jakaś książka? Zdecydujemy po spakowaniu całości. No i koniecznie plany. Bo jak tu wypocząć bez „zadań na urlop”.</p>
<p>Wsiadamy w samochód i wyjeżdżamy. Potem już klasycznie. Wysyłanie pocztówek z miejsc, które odwiedzimy. MMS-y ze zdjęciami – niech zazdroszczą. W mailu do samotnej koleżanki lub kolegi koniecznie krótka charakterystyka osób towarzyszących – niech poczuje jak boli.</p>
<p>W czasie urlopu nie zrobimy oczywiście wszystkiego. Dwa krótkie tygodnie urlopu nie są najlepszym momentem na szukanie godziny niedzielnego nabożeństwa. To zrobimy po powrocie. Zakładka w zabranej książce utknie oczywiście na którejś z pierwszych stron. Nie zawsze też będziemy mogli pamiętać o bliskich – koszmar z tą siecią i Internetem. I nawet się nie obejrzymy jak urlop się skończy.</p>
<p>I znowu wrócimy zmęczeni. I kolejny raz przekonamy się, że najlepiej udało się pogłębić odniesienia nieuporządkowane. Szkoda tylko, że nie było czasu lepiej poznać siebie, pomyśleć, poczuć, przywiązać się właściwie.</p>
<p>Może więc przed spakowaniem walizki znajdziemy choć chwilę, by odmówić krótką modlitwę urlopowicza: <em>W czasie urlopu broń mnie, Panie, od nieuporządkowanych przywiązań. </em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/przywiazania/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dotyk i Michael Jackson</title>
		<link>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/dotyk-i-michael-jackson/</link>
		<comments>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/dotyk-i-michael-jackson/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 26 Jun 2009 21:43:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jarosław A. Sobkowiak</dc:creator>
				<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[temat tygodnia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.jaroslawsobkowiak.pl/?p=833</guid>
		<description><![CDATA[Trudno dzisiaj mówić własnym głosem, a jeszcze chyba trudniej wyrażać na piśmie własne myśli, bo one zostają dłużej, jakby nas przeżywały w dynamicznym horyzoncie nieśmiertelności. Podejmuję jednak to wyzwanie zostawiając kilka myśli prowokowanych śmiercią Michaela Jacksona.
Postać znana (w języku popkultury czytaj: wielka) a jednocześnie tragiczna, mega gwiazda i w tym samym czasie tylko ludzki, kosmiczny pył. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Trudno dzisiaj mówić własnym głosem, a jeszcze chyba trudniej wyrażać na piśmie własne myśli, bo one zostają dłużej, jakby nas przeżywały w dynamicznym horyzoncie nieśmiertelności. Podejmuję jednak to wyzwanie zostawiając kilka myśli prowokowanych śmiercią Michaela Jacksona.</p>
<p>Postać znana (w języku popkultury czytaj: wielka) a jednocześnie tragiczna, mega gwiazda i w tym samym czasie tylko ludzki, kosmiczny pył. Nie chcę pisać o nim. Nie rozumiem bowiem wszystkiego, co stało się w jego życiu. Przypominam sobie Jacksona mojej młodości a jednocześnie tę niewinną pamięć zacierają różne &#8211; już mniej chlubne – wydarzenia z jego życia.</p>
<p>Jednak do pisania o nim nie skłoniła mnie jego śmierć, lecz raczej to, co wokół tej śmierci zaczyna narastać. Z jednej strony grupa fanów, dla których nic już nie będzie tak jak wcześniej. Z drugiej ci, dla których moment jego śmierci jest dobrym pretekstem do wylania wszystkich brudów. Tak czy inaczej dotknął nas swoją śmiercią.</p>
<p>Dotyk…</p>
<p>Tak bardzo potrzebuje go człowiek. Dziecko jest wyczulone na dotyk matki, zakochany na dotyk ukochanej. Potrzeba dotyku świata bliskich. Ale jest też inny dotyk – obcych. Ten, za który przeprasza się w tramwaju, ten, którego doświadczamy, kiedy ktoś nas obraża, rani. Jest jeszcze dotyk Boga: cierpienia, miłości, krzyża, samotności. To wszystko sprawia, że zapomnieliśmy o potrzebie dotyku z dzieciństwa, dotyku miłości. Uczymy się szybko obrony przed dotykiem… obcych. I może właśnie dlatego, że nikt nie ma prawa nas dotknąć, jesteśmy sami.</p>
<p>Dotknął nas Michael Jackson. Albo inaczej, dotknął czegoś w nas. Tej nuty nostalgii za lepszym światem z przeszłości. Dotknął pragnienia niewinności i tragicznej świadomości winy każdego z nas. Właśnie dlatego nie chcę być sędzią jego życia. Nie zacieram tego, w czym pobłądził. Ale też nie chcę wyrzucić z pamięci tych chwil, które dzięki jego twórczości były również moje. I zamiast sądzić, posłucham raz jeszcze utworu, który sprawia, że człowiek pozwala się dotknąć: <em>Heal the worlds </em>na dobranoc.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.jaroslawsobkowiak.pl/dotyk-i-michael-jackson/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
