gru 252008
Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką. Ujrzał, ale już po chwili pomyślał, że to mu się tylko wydawało. Po kilku dniach miał już gotową teorię naukową, która go uspokoiła – nic się nie stało. Umysł czuwa.
Pasterze mówili nawzajem do siebie: Pójdźmy do Betlejem. No właśnie, pasterze. Zawsze znajdzie się grupa ludzi, którzy bezmyślnie za czymś pójdą, w coś uwierzą. Im bardziej nierealne, tym bardziej przylgną.
I nagle przyłączyło się do anioła mnóstwo zastępów niebieskich. Teraz już nikt nie powinien mieć wątpliwości. Anioły przesądziły o wszystkim. Tu już chyba kończy się granica ludzkiej naiwności.
Tak sobie myśleli…
Tak myśli wielu. Tak myślałem kiedyś i ja. I pewnego dnia bez wielkiej światłości, bez pasterzy i bez aniołów mogłem Go doświadczyć. W małym listopadowym zdarzeniu. To byłem z pewnością ja i to bez wątpienia był On. Teraz przychodzi zwyczajnie, codziennie, czasem nawet tak, że nie zmąci spokoju, planów, grzechu. A jednak przychodzi. I to jest dla mnie najpiękniejsze Boże Rodzenie się dla mnie.
lip 162005
Różne są formy inspiracji cudzym tekstem. Po dzisiejszej lekturze tekstu Kingi Dunin doświadczyłem niewątpliwie inspiracji negatywnej. Autorka rozwodzi się nad faktem ludzkiej wolności, dając sielankowy obraz wioski, w której wszystkie domy pomalowane są na niebiesko, każdy zaś, kto chciałby pomalować dom na żółto jet dyskryminowany. Pozostaje mu wybrać żółty kolor wyłącznie do pomalowania ścian wewnątrz domu. Jakie to wzruszające.
Problem polega jednak na tym, że pani Dunin nie zauważa podstawowej różnicy pomiędzy faktem wyboru koloru ścian a naturą człowieka. W imię bowiem apelu naszej autorki należałoby rozszerzyć to prawo, na drzewa, krzewy ozdobne, itd. Co nas to obchodzi, że drzewo z natury jest zielone… Gdyby jednak pomalować drzewo wbrew jego naturze, co więcej, gdyby udowodnić, że takie malowanie wpływa na jakość owoców, takie przedsięwzięcie należałoby opatrzyć okresem karencji. Myślę, że myślenie pani Dunin też potrzebuje okresu karencji, zanim doczeka się druku.
A po ludzku jest mi jej żal. Bo jeśli kobiecość czy heteroseksualność traktuje jak wybór koloru ścian, to chyba nastąpiło zachwianie równowagi pomiędzy jej rozumieniem natury i przypadłości. Pozostaje tylko wierzyć, że druk poświęcony przypadłościom opatrzy się w przyszłości stosownym komentarzem.
maj 072005
Znamy dobrze fragment Ewangelii według św. Łukasza: Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet, gdy ktoś opływa [we wszystko], życie jego nie jest zależne od jego mienia. Jest to – filozoficznie rzecz ujmując – jedna z wielu oczywistości. Filozoficznie bez wątpienia, ale czy życiowo?
Doświadczamy kolejnych sytuacji, gdzie ktoś sprzedaje coś, czasem samego siebie za mienie. Ostatnio jesteśmy świadkami kupczenia honorem i godnością. Ktoś, będąc przegranym w kraju, próbuje wbrew interesom własnego narodu torować sobie drogę do nowego, nie ważne czy Jorku – do „nowego” za cenę godności i honoru. To nas oburza. Nas, to znaczy kogo? Mojej strony nie czytają wszyscy, nie odpowiadają na ankietę wszyscy. Odpowiadają i tak ci „inni”. Nie burzą się natomiast ci, którzy w codziennym życiu kupczą swoją godnością. Rodzi się więc pytanie: Czy jesteśmy lepsi, czy pozbawieni okazji do sprawdzenia siebie? Czy jesteśmy bardziej honorowi, bo biedni; czy też biedni, bo honorowi?
Pytanie trudne. I zanim osądzi się zbyt łatwo kogokolwiek, należałoby osądzić siebie. Przywołać sytuacje z własnego życia, w których sprzedało się kawałek siebie za mienie, czasem bardzo skromne. Jeśli natomiast własne życie okazało się pasmem wygranych, wtedy można być dumnym i bardziej surowym dla innych. Bo tak to już jest, że każdy święty jest dla nas wezwaniem i pytaniem o naszą świętość, zaś każdy grzesznik i człowiek nieuczciwy pytaniem o naszą grzeszność i nieuczciwość. Czyżby więc życie zależało od mienia?
Ostatnie komentarze